Dodaj do koszyka

Ilość dostępnych sztuk: 0

Cena za :

X zł/ = 00zł/

Najbliższe dostawy

22 sierpniawtorek
zamawiaj do 20-08-2017
Dostawa w godzinach 11:00-15:00

22 sierpniawtorek
zamawiaj do 20-08-2017
Dostawa w godzinach 17:00-21:00

22 sierpniawtorek
zamawiaj do 20-08-2017
Odbiór Osobisty: Sklep NATURA ul. Krakowska 26 w godzinach 17:00-19:00 (przyda się torba na zakupy:))

Newsletter

Bio / Eko/ Organic – co to oznacza i dlaczego warto je kupować

Ekologia jest modna a to oznacza, że jako klienci jesteśmy coraz częściej wprowadzani w błąd przez nieuczciwe firmy i inne podmioty oferujące towary opatrzone nazwami EKO, EKOLOGICZNY, BIO, ORGANIC – wbrew prawu.

Badania naukowe wykazały, że spożywanie żywności pochodzącej z ekologicznych upraw zmniejsza ryzyko zachorowania na wiele chorób, dlatego też coraz większa liczba osób z przyczyn zdrowotnych chce kupować jedzenie z ‘bezpiecznych źródeł’.

PAMIĘTAJMY, ŻE JEDYNIE ZIELONY LISTEK NA OPAKOWANIU (EUROPEJSKIE LOGO ŻYWNOŚCI EKOLOGICZNEJ) I NUMER JEDNOSTKI CERTYFIKUJĄCEJ GWARANTUJE NAM, ŻE PRODUKT JEST NAPRAWDĘ EKOLOGICZNY.

Aby uzyskać prawo do naklejania zielonego listka, producent (rolnik) lub firma oferująca produkty ekologiczne musi przejść proces certyfikacji w jednej z wymienionych poniżej instytucji:

 

PL-EKO-01 EKOGWARANCJA PTRE Sp. z o.o.

PL-EKO-02 PNG Sp. z o.o.

PL-EKO-03 COBICO Sp. z o.o.

PL-EKO-04 BIOEKSPERT Sp. z o.o.

PL-EKO-05 BIOCERT MAŁOPOLSKA Sp. z o.o.

 

 

PL-EKO-06 Polskie Centrum Badań i Certyfikacji. S.A.

PL-EKO-07 AGRO BIO TEST Sp. z o.o.

PL-EKO-08 TÜV Rheinland Polska Sp. z o.o.

PL-EKO-09 Centrum Jakości AgroEko Sp. z o.o.

PL-EKO-10 SGS Polska Sp. z o.o.

 

Po otrzymaniu certyfikatu, rolnik lub przedsiębiorca kontrolowany jest kilkakrotnie w ciągu roku.

Aby sprawdzić, czy produkt, jaki chcemy kupić, rzeczywiście posiada certyfikat, wystarczy wejść na stronę firmy certyfikującej, której numer (w tabelce powyżej) powinien znajdować się pod zielonym listkiem na opakowaniu i wpisać nazwę firmy (lub nazwisko rolnika) oferującego produkt. Zobaczymy wtedy, czy firma posiada certyfikat, na jakie produkty (czy znajdziemy tam to, co zamierzamy kupić) i czy jest on aktualny.

Inspektor Jakości Handlowej Artykułów Rolno Spożywczych, działając w oparciu o rozporządzenie Rady (WE) nr 834/2007 w sprawie produktów ekologicznych przyjęte dnia 28 czerwca 2007 roku, ma prawo zakwestionować użycie oznaczeń ‘eko’, ‘ekologiczny’, ‘bio’, ‘organic’ stosowane dla produktów, które nie spełniają europejskich standardów produkcji ekologicznej.

Przeprowadzone w 2103 roku kontrole wykazały, iż co piąty produkt opisany jako ekologiczny, wcale taki nie był. Nieuczciwi przedsiębiorcy płacą spore kary ale amatorów nieuczciwej konkurencji wciąż nie brakuje.

Oznaczenia EKO, EKOLOGICZNY, BIO, ORGANIC - są zarezerwowane wyłącznie dla produktów, które zostały starannie zbadane pod kątem procesu produkcji, przetworzenia, przewożenia i pakowania.

Produkt jest ekologiczny (czyli w jego opisie mogą być użyte określenia EKO, EKOLOGICZNY, BIO, ORGANIC), jeżeli – zgodnie z przytaczanym już powyżej rozporządzeniem Rady (WE) nr 834/2007 – zawiera przynajmniej 95% składników pochodzenia naturalnego, do jego wyprodukowania nie zostały zastosowane żadne chemiczne środki ochrony roślin (pestycydy), gleba nawożona była wyłącznie nawozami naturalnymi (a nie syntetycznymi), żadne sztuczne środki przyspieszające wzrost rośliny lub zwierzęcia ani inżynieria genetyczna nie zostały zastosowane w trakcie uprawy lub hodowli. Produkty ekologiczne nie zawierają środków konserwujących, wzmacniaczy smaku ani sztucznych barwników. Prezentują sobą wysoką jakość zdrowotną i są pozbawione wszelkiego rodzaju zanieczyszczeń.

 

Dlaczego warto jeść produkty z niewielkich ekologicznych gospodarstw rolnych?

W starożytnych Chinach lekarz otrzymywał wynagrodzenie za utrzymanie podopiecznego w dobrym zdrowiu. Obserwował jego kondycję zaglądając do … nocnika!  Zawartość talerza, która nieuchronnie ląduje w tym właśnie miejscu, decydowała o kondycji pacjenta. Lekarz wskazywał jakie pokarmy, w jakich proporcjach i kolejności podawać, gdy zauważał niepokojące symptomy. W ten sposób, poprzez utrzymywanie właściwej diety, zapewniał człowiekowi, którym się zajmował, dobrą kondycję a sobie – wypłatę.

Co powiedziałby lekarz – chińczyk, gdyby przeniesiony wehikułem czasu na początek XXI wieku, zaglądnął do naszych kuchni? Czy widząc ilość chemii spożywczej, jaką codziennie faszerujemy nasze ciała i dostrzegając jej wpływ na rozwój całej gamy tzw. chorób cywilizacyjnych, podjąłby się opieki nad nami?

Zwracamy uwagę na to, co wlewamy do baku samochodu. Niewielu z nas ryzykuje wyjątkowo tanie paliwo nie pytając z czego wynika taka obniżka ceny. Wiemy, że na ‘podróbce’ nie zajedziemy daleko, nie wspominając już o tym jakie szkody spowoduje w aucie. A ile będzie kosztować naprawa! Jeśli w ogóle okaże się możliwa. Jeśli nie, no cóż, kupimy nowy pojazd ( o ile będzie nas na to stać).

Ale gdzie kupimy sobie nowe ciało?

Konwencjonalna żywność jest produktem wielu gałęzi przemysłu – rolniczego, spożywczego, chemicznego, farmaceutycznego, transportowego, wydobywczego. Podobnie jak lalka Barbie udaje prawdziwą kobietę, tak warzywa i owoce uprawiane na skalę przemysłową robią wrażenie idealnych a przy tym dostępnych dla każdej kieszeni. Wiemy jednak, że w efekcie końcowym, za wszystko płacimy my, klienci, chociaż często o tym nie myślimy, skuszeni atrakcyjną ceną i wyglądem towarów. Prawdziwy koszt jaki ponosimy to – czy jesteśmy tego świadomi, czy nie – obszar naszego zdrowia. Im bardziej przetworzoną żywność wprowadzamy do naszych ciał – tym większe prawdopodobieństwo rozpoznania za chwilę symptomów przynajmniej jednej, z coraz liczniejszych, chorób cywilizacyjnych. I o ile zaczynamy dbać o właściwą ilość tłuszczy (szczególnie utwardzonych) i cukru w naszej codziennej diecie, o tyle pochodzenie żywności i stopień jej przetworzenia wciąż jest dla większości z nas mało istotny. Statystki jednoznacznie wskazują, iż rynek produktów ekologicznych w Polsce dopiero w 2022 roku ma szansę osiągnąć 1% udziału w ogólnym rynku spożywczym (http://www.portalspozywczy.pl/handel/wiadomosci/wartosc-rynku-eko-zywnosci-przekroczy-miliard-zl,111121.html). Te dane mówią same za siebie – Polacy nie pytają o to, skąd pochodzi marchew i truskawki, nie zdają sobie sprawy jak niebezpieczne jest spożywanie warzyw i owoców pochodzących z upraw przemysłowych, ziemi udręczonej intensywną jej eksploatacją, przenawożonej chemicznymi nawozami, których pozostałości w roślinach trafiają do naszych ciał i zalegają w nich pod postacią, np. metali ciężkich – takich jak ołów, kadm. Narzekamy na ciągłe zmęczenie, obniżenie kondycji, trudności z koncentracją, rozdrażnienie, otyłość, alergie – długą można utworzyć tu listę. Nie zdajemy sobie sprawy, że moglibyśmy pozbyć się wielu z tych dolegliwości, gdybyśmy zaczęli kupować żywność wyhodowaną tam, gdzie chemia nie ma wstępu – w niewielkich gospodarstwach ekologicznych. Nadzór nad nimi sprawują niezależne jednostki certyfikujące a żywność wytwarzana jest sprawdzonymi metodami z czasów, gdy chemia spożywcza nie była powszechnie obecna a żywność ekologiczna zwana była – po prostu – żywnością.

Tamtego świata już nie ma. Wierzymy, że wspólnymi siłami zdołamy go odbudować.

Uruchamiając MostFood dołączamy do rosnącej rzeszy konsumentów i rolników rozumiejących, że nasze ciała stają się tym, co do nich wprowadzamy, że JEDZENIE MA ZNACZENIE. Dla nas, naszych dzieci i dzieci naszych dzieci.

Co w glebie – to w roślinie, potem w zwierzęciu, wreszcie – w nas.

Dlaczego to, co najlepsze w ekologii pochodzi z małych gospodarstw, których wielkość nie przekracza 10 hektarów?

Prawdziwe gospodarstwo ekologiczne jest jak dom dla wielkiej rodziny, w której rozumie się i szanuje prawa wszystkich członków i docenia ich różnorodność. Dbanie o jakość gleby jest warunkiem dobrostanu całego ekosystemu. Panuje tu zasada obiegu zamkniętego – samowystarczalności. Jeśli zdarzy się, że jakiegoś elementu brakuje, zapraszamy go do rodziny, ale bardzo starannie sprawdzamy jego pochodzenie. Nigdy nie wpuszczamy za próg nasion i sadzonek, zaprawianych chemicznie, nawozów syntetycznych, GMO (organizmów modyfikowanych genetycznie), produktów nanotechnologii, stymulatorów wzrostu, pestycydów (syntetycznych, silnie toksycznych dla człowieka środków zwalczających agrofagi czyli szkodniki, chwasty i czynniki chorobotwórcze), pasz z dodatkami syntetycznymi i antybiotyków (poza koniecznością leczenia zwierząt, jeśli choroba nie poddaje się naturalnym terapiom). Stan w jakim znajduje się ziemia decyduje o zdrowiu wszystkich mieszkańców gospodarstwa ekologicznego.

Szanowanie potrzeb gleby przejawia się, między innymi poprzez płodozmian, ziemia – jak każdy z nas – potrzebuje zmiany aby żyjące w niej organizmy zdążyły odbudować siły. Dżdżownice, stawonogi, grzyby i bakterie glebowe pracują nad tym, aby środowisko było silne a rośliny nie chorowały i rosły dorodnie, miały pod dostatkiem wolnego azotu przyswojonego z powietrza (azot jest jednym z najważniejszych pierwiastków wpływających na wzrost i wielkość plonów, powszechnie stosowany jest w rolnictwie konwencjonalnym i przemysłowym pod postacią nawozów sztucznych, często bywa przedawkowany, czego skutki odczuwa konsument trzymając w ręce ‘rozpływającego się pod palcami’ ogórka, który zaledwie jeden dzień przeleżał w lodówce. Przykro jest wyrzucać jedzenie, jeszcze smutniejsze jest to, że zjadamy warzywa z azotanami, które mają rakotwórczy wpływ na nasz organizm).

 Płodozmian gwarantuje utrzymanie i podnoszenie żyzności , która jest jak oprocentowanie na koncie bankowym – w zależności od niego, te same środki zarabiają dla nas mniej lub więcej. W gospodarstwie ekologicznym zasada ta jest doskonale rozumiana, dlatego opcja jest tylko jedna -  uprawa ekstensywna, czyli bez nastawienia na szybki i jak największy zysk. Natury nie da się oszukać ani przyspieszyć jej rytmów, bakterie i dżdżownice nie zmienią swojego trybu życia tylko dlatego, że konsument jest gotów kupić więcej jakiegoś produktu a producenci za wszelką ceną starają się na tym jak najwięcej zarobić.

 Intensywne rolnictwo konwencjonalne i przemysłowe lekceważy potrzeby gleby i aby osiągnąć  planowane wysokie zbiory, zmuszone jest korzystać zarówno z nawozów chemicznych jak i trujących dla nas wszystkich środków znanych nam pod nazwą ‘ochrony roślin’. Paradoks polega na tym, że ziemia potrafi doskonale zadbać o wszystkich swoich mieszkańców, jeśli tylko człowiek jej w tym nie przeszkadza.

Ilość zwierząt w niewielkim gospodarstwie ekologicznym jest dostosowana do wielkości areału. Każdy ma tutaj swoje miejsce, w którym czuje się wygodnie i swobodnie. Krowy pasą się na otwartej przestrzeni a kury wyszukują ziarna zbóż w trawie. Dobór odpowiednich odmian i gatunków też nie jest wynikiem przypadku, mody ani chęci szybkiego zysku ale wynikiem, wynikającej z doświadczenia gospodarzy, wiedzy. Decydują o tym co siać i sadzić, w jakim towarzystwie powinny rosnąć poszczególne warzywa i owoce aby sąsiadujące rośliny odstraszały swoim zapachem potencjalne szkodniki a przyciągały pożyteczne owady. Wyhodowana w takich warunkach żywność ma niepowtarzalny smak, którego niektórzy nie znają wcale, uważając, że jest za droga na kieszeń zwykłego śmiertelnika. Jeśli zdarzy się nam jednak choćby raz odwiedzić małe gospodarstwo ekologiczne, zrozumiemy, że jeśli coś ‘jest nie tak’ z tymi cenami, to raczej dotyczy to marchewki z hipermarketu niż warzyw, które wytwarzane są z tak wielkim nakładem pracy ręcznej i starannością. Dobrze jest też policzyć ile wydajemy na leczenie i zadać sobie pytanie, czy nie lepiej zapobiegać niż naprawiać nasze zdrowie?

A skąd pewność, że żywność ekologiczna jest zdrowsza od konwencjonalnej?

Wyniki najnowszych badań przeprowadzonych przez międzynarodową grupę badaczy pod kierownictwem profesora Carlo Leifert’a i opublikowane w prestiżowym British Journal of Nutrition w lipcu 2014 roku, potwierdzają odczucia podzielane przez gwałtownie rosnącą grupę ludzi sięgających po produkty z zielonym listkiem na etykiecie. Zgodnie z tym, co stwierdzili naukowcy, żywność ekologiczna posiada o 18 – 69% wyższą zawartość przeciwutleniaczy, które zmniejszają ryzyko chorób przewlekłych (nowotworowych, układu krążenia i zwyrodnieniowych układu nerwowego), czterokrotnie niższą zawartość pestycydów (48% niższa zawartość metali toksycznych, przede wszystkim kadmu) oraz niższe stężenia związków azotowych (azotynów i azotanów). Ponadto, skoro już wspominaliśmy aspekt finansowy, warzyw i owoców ekologicznych możemy jeść mniej – one i tak dostarczą nam składniki mineralne w ilości odpowiadającej 1-2 dodatkowym posiłkom opartym o produkty upraw konwencjonalnych.

Nieustannie siłując się z brakiem czasu (co jest efektem ubocznym rozwoju, tak uwielbianej przez nas, technologii), nie myślimy na co dzień o tym w jakim stopniu, każdą decyzją zakupową, wspieramy rozwój rolnictwa konwencjonalnego i przemysłowego, które nie jest przyjazne ani dla nas, ani dla rolników ani dla naszej planety. Gdy spokojnie i uważnie przyglądnąć się krótkowzroczności jego perspektywy (jak najwięcej i jak najszybciej zarobić nie troszcząc się o skutki uboczne i efekty dla przyszłego pokolenia) wyraźnie można dostrzec grabieżczą politykę, agresywnie zawłaszczającą dobro, z jakiego wszyscy mamy prawo korzystać - ekosystemu Ziemi.

Niewielkie gospodarstwa ekologiczne są naszą nadzieją na utrzymanie bioróżnorodności i zdrowego rozsądku w korzystaniu z bogactwa Natury.

Ludzie je prowadzący to pasjonaci, często niezrozumiani przez otoczenie, no bo kto jak nie wariat tkwi na polu pod palącymi promieniami słońca i pieli grządki, skoro można spryskać wszystko środkiem chemicznym i po kłopocie? Niezwykle popularne, zarówno w przydomowych ogródkach jak i w rolnictwie, herbicydy obecne są na rynkach światowych od początku lat siedemdziesiątych XX wieku. Ich toksyczny wpływ na zdrowie ludzi i środowiska potwierdzają coraz to kolejne badania. Prawdziwie oddani ziemi rolnicy ekologiczni nie poddają się namowom na stosowanie jakichkolwiek chemicznych środków i to nie ze względu na restrykcyjne kontrole jednostek certyfikujących czy nawet obawę przed utratą klientów. Do stracenia mają znacznie więcej – czystość i żyzność gleby, od której zależą.

Potrzebujemy ich jak czystego powietrza a oni potrzebują nas i naszych świadomych decyzji zakupowych. Stoimy po dwóch stronach mostu – ludzie miasta i ludzie wsi prowadzący z oddaniem i pasją czyste, ekologiczne gospodarstwa. Produkowana przez nich żywność jest bezpieczna dla naszych dzieci i naszych portfeli, gdyż, jak mawiają Anglicy: One apple a day keeps  a doctor away (Jabłko dziennie gwarancją zdrowia) – najwięcej gotowi jesteśmy wydać na ratowanie zdrowia swojego i naszych najbliższych a dieta oparta na warzywach i owocach uznawana jest coraz powszechniej za optymalną dla ludzkiego organizmu. Pod warunkiem, oczywiście, że warzywa i owoce naprawdę SĄ zdrowe. Dziś dostarczą Ci je nasi producenci, o których możesz przeczytać tutaj.

Ale to, czy ich gospodarstwa przetrwają a ich dzieci postanowią je przejąć pod opiekę i kontynuować z dumą dzieło rodziców – zależy od nas, klientów. Nie zapominajmy o tym, jak wielki jest nasz wpływ na otaczający nas świat. 

Dlaczego warto kupować warzywa w MostFood ?

Już od trzech lat dużo energii wkładamy w to, aby jedzenie, które spożywamy było pozbawione sztucznej chemii. Różnie nam to wychodzi, zazwyczaj są okresy, kiedy jemy tylko zdrowo, a ja każdego dnia wyszukuję nowe przepisy na sernik jaglany, pasty z orzechów i kręcę domowe mleka roślinne, a bywają także takie tygodnie gdzie jemy dużo pszenicy i słodyczy. Jednak na tyle znam już swoje ciało, że potrafię zaobserwować jak duży wpływ ma na nie to, co jem. Motywacja do zdrowego odżywiania rośnie więc z każdym dniem. 

Z niecierpliwością czekałam na pierwsze warzywa z MostFood. Już od kilku tygodni obserwowałam na pobliskim straganie nowalijki i dużo trudu kosztowało mnie, aby się powstrzymać od zakupu najbardziej naszpikowanych nawozami warzyw. Czasem oczywiście nie byłam w stanie się oprzeć. 

Kiedy pierwszy raz Michał przywiózł nasze warzywa przez godzinę siedziałam, patrzyłam na nie i wąchałam. Były takie piękne i szczęśliwe. Kochanie, ale tak dużo? Kto to zje? Ledwie zmieściliśmy wszystko do lodówki i zaczęliśmy żartować, że teraz już nie mamy wyjścia: możemy jeść tylko warzywa, bo nic innego nie zmieści się nam w lodówce. Od pierwszej dostawy mija piąty tydzień, a ja chciałam się podzielić z Wami, co zmieniło się w naszej kuchni odkąd regularnie zamawiamy dla siebie warzywa. 

1. Planuję to, co będziemy jeść -  Kiedy zamawiam warzywa na cały tydzień dużo wyraźniej widzę, co tak naprawdę jemy i w jakiej ilości. Choć wymaga to ode mnie dyscypliny jeśli siądę w niedzielę i zastanowię się, co będę w tym tygodniu gotować, później po prostu tylko wyciągam z lodówki warzywa i gotuję zaplanowane posiłki.

2. Jemy dużo więcej warzyw i owoców - Kupuję tyle, aby każdy posiłek składał się głównie z warzyw i owoców. U nas zazwyczaj śniadanie jest owocowe, a obiad i kolacja warzywne. Przez to, że te warzywa już są nie ma wyjścia, trzeba je jeść, bo nie cierpię marnowania jedzenia.

3. Jakość - Brokuły, które pchną, marchewki tak słodkie, że Antosia mówi na nie cukiereczki, uzależniające truskawki i wielkie czereśnie. Uwielbiam te produkty za ich jakość, za to, że mają smak, zapach. Zdaję sobie sprawę, że te warzywa są droższe od tych w marketach, czy na targu. Tak to już jest: jakość kosztuje i skoro nie dziwi nas to dlaczego jeden samochód kosztuje 30 tys. a drugi 100, to nie powinna nas też dziwić różnica w cenach żywności.

4. Wspieram lokalnych rolników - Za każdym razem kiedy Michał wraca z dostawy opowiada, co słychać u naszych rolników. a ja choć nigdy osobiście ich nie spotkałam, czuję jak bym ich dobrze znała. 

5. Dbam o swoje zdrowie już teraz - Ostatnio napisała do nas znajoma: Cześć, moja koleżanka szuka ekologicznych warzyw i owoców dla swojego taty, który jest chory na raka. Zaczęliśmy o tym rozmawiać. Jak to jest, że kiedy w naszej rodzinie ktoś już jest chory to staramy się, aby jadł jak najzdrowiej, ale zazwyczaj myślimy TYLKO o tej osobie. Wpływ diety na nasze zdrowie jest ogromny i mówi się o tym coraz częściej. Jednak dlaczego wciąż tak wiele osób czeka na ten moment kryzysowy? Czy nie lepiej zacząć się odżywiać zdrowo: teraz, już, a nie czekać na poważne problemy zdrowotne? 

6. Nie muszę dźwigać i chodzić z dziećmi na zakupy - Większość dnia spędzam sama z dwiema córkami. Wyprawa na targ z nimi jest prawdziwym wyzwaniem, którego wolę nie podejmować jeśli nie jest to konieczne. Dostawa do domu jest moim zdaniem bardzo dużym ułatwieniem dla mam małych dzieci.

7. Oszczędzam - u nas zakup droższych warzyw paradoksalnie okazał się bardzo oszczędny. Przez to, że nie chodzę codziennie do sklepu bardzo ograniczyłam kupowanie zbędnych produktów. O tym ile oszczędzam w perspektywie długofalowej napiszę innym razem. 

8. Inwestuje w siebie - W dzisiejszych czasach, kiedy właściwie wszystko może się zmienić z dnia na dzień jednego jestem pewna: Inwestycja w siebie i moją rodzinę jest bezcenna. Dbając o to, co jedzą moje dzieci kształtuję ich zdrowe nawyki żywieniowe i jest duża szansa, że w przyszłości unikną cukrzycy, nadwagi i wielu innych chorób. Czy mogę im dać coś lepszego?

Kiedy rozmawiam ze znajomymi proponuję: Zamów raz i zobacz jak to się sprawdzi w Twojej rodzinie. Dziś także proponuję to Tobie. 

 

Emilia Góźdź